Akademia Mądrego Życia

  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
Start Inspiracje Maraton inspiracji - Marek Jurowski

Maraton inspiracji - Marek Jurowski

Email Drukuj PDF

To cud, że przeżył ten wypadek. Jechał z ojcem na pogrzeb wujka. Był zmęczony po wielu godzinach pracy w pogotowiu. Kiedy wsiadł do samochodu opuścił nisko fotel, żeby odpocząć. Jego ojciec, chcąc uniknąć zderzenia z ciężarówką zjechał na pobocze i uderzył w drzewo. Tylko fakt, że Marek leżał na fotelu pasażera uratowało mu życie w doszczętnie zgniecionym aucie. Po wypadku nie mógł dojść do siebie. Miał nie tylko uraz fizyczny, ale również psychiczne problemy, które wpędziły go w alkohol i leki antydepresyjne. Nie poddał się. Po latach udało mu się wygrać z trudną przeszłością i nałogami. Przeczytaj, jak Markowi Jurowskiemu udało się wrócić do normalności.

Marek Jurowski urodził się w Pabianicach w 1964 roku. Sport zawsze był obecny w jego rodzinie. Mama była lekkoatletką, ojciec bokserem. Odkąd pamięta, miał niską samoocenę i słaby kontakt ze swoim ojcem, który zresztą podobnie jak on, w chwilach słabości i stresu sięgał po alkohol. Powodem uzależnienia od alkoholu i antydepresantów był wypadek, jakiemu bohater artykułu uległ wraz ze swoim ojcem. Były lata dziewięćdziesiąte. Jechali wspólnie na pogrzeb wujka. Marek był zmęczony po nocnym dyżurze (pracował jako kierowca w pogotowiu). Poprosił tatę, aby ten wsiadł za kierownicę. Marek wygodnie się ułożył na miejscu pasażera, opuścił nisko fotel. I to, jak się później miało okazać, uratowało mu życie. Chcąc uniknąć czołowego zderzenia z ciężarówką, ojciec zjechał na pobocze. Uderzył w drzewo. Niestety, zmarł w szpitalu na skutek wylewu. Mimo, że samochód został całkowicie zniszczony, Markowi udało się przeżyć. Ale nie wyszedł z tego bez szwanku. Fizycznie: problemy z nogą, a psycicznie...

„Zjazdy emocjonalne. Nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Żona wytrzymała ze mną chyba tylko dlatego, że jest psychiatrą. Nie radząc sobie z problemami zacząłem pić. Uzależniłem się od antydepresantów. Od 1994 do 1996 roku nie byłem sobą.”

To wszystko spowodowało, że bohater artykułu też nie był najlepszym rodzicem. Jakby powyższych problemów było mało, pojawiła się przemoc: „Żałuję, że byłem agresywny w stosunku do swojego syna”. Również Marka związek z żoną nie wytrzymał próby czasu i nerwów. Sytuacja zrobiła się niemalże dramatyczna.

Od butelki, do bidonu – walka o powrót na właściwy tor.

Nadszedł czas wielkiego przełomu. Marek wraz z rodziną pojechał nad jezioro. Postanowił wejść do wody i przepłynąć dłuższy dystans, mimo, że lekarze kazali mu uważać na siebie, nawet podczas kąpieli w wannie. „…a ja pokonałem około 600 metrów i to bez przygotowania. W tamtej chwili ponownie zapragnąłem sportu. Wróciłem na rower. Wtedy wszystko powoli zaczęło się „przestawiać”. Czas spędzony w wodzie i na rowerze dał mi sporo do myślenia. Zdecydowałem się na terapię, która pozwoliła mi wrócić do normalnego życia. Trafiłem do Klubu Ludzi Sukcesu. Pojawił się pomysł na triathlon i wyzwania sportowe, które okazały się bodźcem do wyjścia z „dołka”. To był mój największy sukces. Z człowieka, który był spisany na straty, stanąłem na nogi.”

Marek trafił do Witolda Skrzypczyka, który prowadzi ośrodek dla młodzieży w Łodzi. To był jego pierwszy terapeuta i to on pomógł mu się „odbić.”

W ramach terapii, Marek trafił do Klubu Ludzi Sukcesu. Tam także zmagał się z przezwyciężeniem nieśmiałości oraz oporem do mówienia. Postępy były widoczne. Ba! Po jakimś czasie Marek został nawet prezydentem tego klubu.

Po nitce do kłębka, czyli powolne realizowanie marzeń.

Pierwszym marzeniem Marka było otwarcie sklepu rowerowego – takie sobie postawił zadanie w grupie Realizacji Celów (w Klubie Ludzi Sukcesu). Niestety, nie udało mu się, ale za to dokonał czegoś chyba większego. Przez próbę realizacji tego marzenia założył klub UKS Rojna w Łodzi – a wszystko za sprawą pewnego ciągu zdarzeń. „Zawsze chciałem robić coś, co jest związane z rowerami. Nagle zapragnąłem pracować z młodzieżą. Pracowałem wtedy w sklepie rowerowym, ale odkryłem jak wielką satysfakcję daje kontakt z młodymi ludźmi. Realizując cele z Klubu Ludzi Sukcesu poszedłem do domu dziecka. Ostrzegano mnie, że praca z dziećmi z takiej placówki jest trudna. Nie przejmowałem się tym. Oni potrzebowali kogoś, kto pokaże im jak się grać w piłkę, zorganizuje im zajęcia pojeździ z nimi na rowerze i pomoże im zorganizować rowery zorganizuje im zajęcia sportowe. Po tej rozmowie zrozumiałem że nie dotyczy to tylko tych dzieci u których byłem, w domu dziecka. Stwierdziłem że chcę założyć klub sportowy i tak powstał UKS Rojna.

Udało się to wszystko zrealizować tylko dlatego, że dążyłem do jakiegoś celu. To był niesamowite.” Co bardzo ważne, również syn Marka wstąpił do klubu. Odnosi do tej pory niemałe sukcesy: w sporcie i w relacjach z ojcem.

I kolejne marzenie - triathlon.

Marek od zawsze podziwiał triathlonistów, lecz aby samemu spróbować musiał poprawić pływanie. W 2000 roku Marek wybrał się obejrzeć zawody triathlonowe w Łodzi. Nie zainteresowali go jednak najlepsi, ale człowiek, który płynął stylem klasycznym. Potem przesiadł się na rower, na zwykłego górala. „Stwierdziłem, że jeśli on może, to ja też. Minęło niewiele czasu, a sam stanąłem na linii startu triathlonu na dystansie sprinterskim i spełniłem swoje małe, sportowe marzenie.” Potem kolejne wyzwania sportowe i następne triathlony. W Poznaniu, dwukrotnie w Zakopanem. Przepłynięcie w jeziorze kilkuset metrów, dało natchnienie do bycia lepszym. Lepszym mężem, ojcem, człowiekiem.

***

Tą i inne "z życia wzięte" historie można przeczytać na stronie "Maraton inspiracji"

 

Kontakt

Siedziba Stowarzyszenia:
Łódzki Dom Kultury
ul. Traugutta 18
90-113 Łódź

Adres do korespondencji:
ul. Sportowa 4
98-161 Zapolice
email: a-m-z@wp.pl
tel: 605 826 175

nr konta Stowarzyszenia:
Idea Bank
94 1950 0001 2006 0005 1799 0002

KRS: 000024225
NIP: 7251933589
Regon: 100 105 598

Polecane pozycje literackie

"Drogi do wolności" - praca zbiorowa pod redakcją Tadeusza Niwińskiego

Przedstawiam, wydaną w czerwcu 2013 roku, książkę będącą wspólnym dziełem członków naszej Akademii.

"Drogi do wolności"

Więcej …
 
Książki przeczytane w pociągu...

Długa podróż pociągiem jest dla mnie okazją do czytania. A, że ostatnio trochę jeździłam, to wpadły mi w ręce różne książki. Opiszę dziś dwie  z nich.

Pierwsza to "Alicja" Jacka Piekary.
Książeczka niewielka rozmiarem a wielka treścią. W atmosferze tajemniczości poznajemy tytułową 14-stoletnią Alicję i pewnego pisarza scenariuszy.
Alicja zadaje pytania, on odpowiada. Bardzo celne są to pytania i bardzo bezpośrednie.
A, że trafiają do człowieka - myśliciela, odpowiedzi na nie są równie ciekawe.

Więcej …